wtorek, 28 lutego 2012

Cztery.

Niall zrobił zdziwioną minę, a jego dziewczyna mordowała mnie wzrokiem.
- Bo chodzi o to, że.. – dopiero sobie uświadomiłam, że wyjdę na głupią jeśli w tym momencie powiem mu cała prawdę. No bo jakby to brzmiało: ‘’Cześć jestem byłą dziewczyną twojego zmarłego przyjaciela – Louisa Tomlinsona. Może go pamiętasz.’’ Wziąłby mnie za jakąś wariatkę, która chce zdobyć sławę, wykorzystując zmarłą gwiazdę popu. Popatrzyłam się na twarz blondyna, która wyrażała już tylko zniecierpliwienie, ale dalej dzielnie się uśmiechał.
- Możesz się streścić? Spieszymy się. – mruknęła, średnio zainteresowana powodem przerwania jej randki brunetka. Niall skarcił ją wzrokiem i uśmiechnął się do mnie miło.
- Jestem wielką fanką twojego zespołu i chciałabym się zapytać, czy jest jeszcze możliwość kupna biletów na wasz koncert w ‘Clover’. – powiedziałam na jednym wdechu, po czym wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się szeroko. Wszystko to zostało podsumowane uśmiechem Nialla i głośnym prychnięciem brunetki, która chwilę potem zajęła się swoim telefonem.
- Fajny telefon. Szkoda, że obok stoi jeszcze fajniejszy chłopak, ale rozumiem.. Wolisz telefon.. – mruknęłam nieco sarkastycznie, co zostało przyjęte jeszcze szerszym uśmiechem Horana i niezbyt miłą wypowiedzią dziewczyny.
- Sarkazm jest dla inteligentnych, kochana. Idziemy już, Niall? Jestem umówiona do kosmetyczki. – nie dość, ze powiedziała to w niezbyt elegancki sposób, to jeszcze nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem, tylko skierowała się prosto do auta dalej pisząc sms-y.  Kiedy dziewczyna była już prawie przy aucie, Horan wyciągnął z torby bilety na koncert z przepustką za kulisy. Podziękowałam, a Niall mruknął:
- nie ma za co. Należy ci się za zachowanie Olivii. Nie wiem co jej dzisiaj odbiło. Jak się nazywasz? – zapytał się nieśmiało Niall i niezdarnie się uśmiechnął. Nic a nic się nie zmienił. Wciąż ten sam miły blondyn, który za cholerę nie umie flirtować.
- jestem…Dominica. – podałam mu rękę, a on delikatnie ją uścisnął.
- Szybciej! – nagle usłyszeliśmy głos Olivii, dobiegający z samochodu.
- Ja muszę lecieć. Do zobaczenia, Dominica ! – Niall puścił moją rękę, a ja zastanawiałam się na jednym pytaniem. Dlaczego skłamałam? Nie wiem czemu, ale coś w głowie mi mówiło, ze to nie jest czas, żeby on się dowiedział kim tak naprawdę jestem. Ja sama tego nie wiedziałam, więc obowiązuje jakaś kolejność. Najpierw ja, później on. Miałam dość wrażeń na dziś, więc bez zbędnych ceregieli skierowałam się do domu.


***
- Gdzie byłaś ?! – usłyszałam na przywitanie krzyk Gabrielli, która przy okazji rozrzuciła cały popcorn na ziemi i uderzyła miską Cristiana. Cała Gab. Cristian masując czoło wyzbierał cały popcorn z ziemi i ruszył do kuchni, żeby wyrzucić go do śmieci. Ja w tym czasie wyciągnęłam z torby 4 bilety na koncert Three Hill. Zszokowana Gabi wyrwała mi je z reki i ruszyła w podskokach do kuchni, żeby pochwalić się Crisowi. Nagle z kuchni usłyszałam krzyk Cristiana:
- Co do cholery ?! – pędem ruszyłam do kuchni, żeby zobaczyć, co tym razem wykombinowała Gab. Kiedy weszłam jedyne co rzuciło mi się w oczy, to rozrzucony popcorn i tarzająca się w nim Gabriella. Cristian dziwnie się na nią patrzył i nagle zaczął się śmiać, zbierając spowrotem popcorn do miski.
- hej, Gab ! Kiedy tak właściwie jest ten koncert ? – Gabi spojrzała na bilety i uśmiechnęła się.
- W przyszły piątek.  – nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy zadzwonił mój telefon.  Szybko odebrałam, wychodząc do swojego pokoju, żeby móc spokojnie rozmawiać.
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z panią Katheriną Graham? – skąd ta kobieta znała moje dane ?! I co tu się dzieje w ogóle?
- tak, a z kim ja mam przyjemność?
- Przepraszam. Jestem Angelika McCartney – prezes firmy menadżerskiej. Podobno szuka pani pracy ? – skąd ta kobieta o tym wszystkim wiedziała ?! Przecież jeszcze nigdzie nie wysyłałam swojego CV.  Nikomu oprócz Gab nie wspominałam o tym, ze szukam pracy. No właśnie. Gab. Skoro Gabriella wie, to wie też i Cristian, a skoro Cristian wie to pewnie wiedzą wszyscy nasi znajomi. I pięknie.
- Ta, szukam.
-No to cudownie. Mamy do zaoferowania pani pracę jako menadżer zespołu muzycznego. Czy jest pani zainteresowana?
- Oczywiście! – krzyknęłam do telefonu tak głośno, ze aż sama się przestraszyłam. – Przepraszam. Oczywiście, ze jestem.
- To dobrze. Proszę przyjść na rozmowę kwalifikacyjna w przyszły piątek, na godzinę 13:30. Dobrze?
- Oczywiście. Dziękuję bardzo. Do zobaczenia. – odłożyłam telefon na biurko i zaczęłam skakać po całym pomieszczeniu jak głupia. Nagle wparowała do mnie Gab i zaczęła się śmiać razem ze mną.
- Z czego się cieszymy? – powiedziała dalej się śmiejąc i skacząc po całym pokoju.
- W przyszły piątek mam rozmowę kwalifikacyjną! – Gab zaczęła się śmiać i mocno mnie przytuliła, po czym chwilę później odsunęła mnie od siebie i powiedziała całkiem poważnym głosem:
- a co z koncertem ? Miałyśmy przecież iść razem. – No fakt. Nie pomyślałam o tym. Zgodziłam się tak szybko, bo zapomniałam, ze Three Hill grają koncert. Co ja teraz zrobię? Chcę iść na koncert, a zarazem chce iść do pracy… Usiadłam na łóżku i patrzyłam się tępo w ścianę. Nie wiedziałam co jest ważniejsze: odzyskać przyjaciela czy nareszcie zacząć nowe życie? Hm.. w tym momencie wydawało mi się jednak, ze ważniejsze będzie..
- Hej! Katie, mówię coś do ciebie! – popatrzyłam się na twarz Gab, która nadal się uśmiechała. – Idź na rozmowę. Pójdę z Cristianem i Markiem.
- Nie wiem, Gab. Zastanowię się czy chcę iść na tą rozmowę.

_____________________
A więc oto i rozdział, bo zostałam delikatnie mówiąc : ZMUSZONA do tego *:

sobota, 25 lutego 2012

Trzy.


Wpatrywałam się w tył głowy chłopaka, gdy nagle ten odwrócił się i popatrzył w moje oczy. To był Niall, wszędzie go poznam. W ogóle się nie zmienił. Wciąż ta sama fryzura, ten sam styl i ten sam uśmiech. Nie wiem dlaczego, ale zamiast odwzajemnić jego uśmiech spojrzałam w gazetę, udając że czytam artykuł. Zawołałam kelnera, żeby przyniósł mi rachunek. Ubrałam się i zabrałam wszystkie rzeczy. Wyszłam z kawiarni ostatni raz patrząc się na mojego przyjaciela. Nie poznał mnie czy może tylko udawał? Nie mogę uwierzyć, ze go zobaczyłam. Nie mogę zadzwonić do Gab, bo wpadłaby w szał, jakby dowiedziała się, ze nawet do niego nie podeszłam. Wolałam nie ryzykować i nie robić z siebie tępej idiotki, która podchodzi do nieznanego mężczyzny.. O nie. Nie po to przyjechałam do LA, żeby robić sobie obciach. Schowałam gazety do torebki i skierowałam się do parku. Miałam ochotę pochodzić sobie bez celu i pomyśleć. Ostatnio często to robię, chyba za często. Wykorzystując sytuację, że jestem sama przy okazji weszłam do pobliskiego sklepu z odzieżą. Dawno nie kupiłam sobie nic nowego, z resztą… Z Gab nie mogłam chodzić do sklepów, bo ona kazała mi wszystko przymierzać, mówiąc, że będzie mi w tym świetnie, chociaż nigdy nie jest mi w tych ciuchach dobrze. Ekspedientka przywitała mnie miłym uśmiechem, który nadzwyczaj dobrze udało mi się odwzajemnić. Zbyt często szczerze się nie uśmiecham. Dawniej robiłam to częściej, o wiele częściej. Nie chciałam o tym myśleć, więc zagłębiłam się w poszukiwaniu jakiegoś swetra. Nie umiałam skupić się na ubraniach, bo cały czas myślałam o tym, że byłam tak blisko rozmowy z Niallem.
- Cześć, Katie. – usłyszałam piskliwy głosik. Od razu wiedziałam do kogo należy. Spojrzałam w dół i ujrzałam słodka pięciolatkę. Córka sąsiadki. Często opiekowałam się tym rozkosznym dzieciakiem. Mała była małą słodką blondyneczką z wielkimi niebieskimi oczami. Oprócz tego, ze była śliczna to jej zaletą było to, ze nigdy nie siedziała cicho. Cały czas musiała coś mówić, inaczej nie byłaby sobą.
- Cześć, Nicola. Gdzie twoja mama? – spytałam się, a dziewczynka wskazała palcem na przebieralnię. Lubię jej mamę. Jest naprawdę miłą kobietą świetnie się z nią rozmawia. Mama Nicoli jest wysoką blondynką o brązowych oczach. Samotnie wychowuje dwójkę dzieci – dziesięcioletniego Thomasa i pięcioletnią Nicolę. Jej mąż zginał na wojnie w Afganistanie. Mimo tych wszystkich przejść zawsze jest uśmiechnięta. Dziewczynka pociągnęła mnie za rękę w stronę przebieralni, mówiąc coś przy tym o nowej bluzeczce, którą kupiła jej mama.  Lubiłam ją, ale teraz chciałam tylko spokoju. Kiedy podeszłam razem z Nicolą pod przebieralnię jej mama nagle wychyliła się, prawie uderzając swoją głową w moją. Kobieta miała opuchnięte oczy i sztucznie się do mnie uśmiechała.
- Cześć Katie – mruknęła  i otarła łzę, która powoli spływała po jej policzku.
- Dzień Dobry, pani Colmes. Co się stało? – kobieta mruknęła ciche nic i pociągnęła swoją córeczkę do kasy. Nicola krzyczała coś o tym, ze musi mi pokazać, ale matka zgasiła ją wzrokiem. Dziewczynka odwróciła się i pomachała do mnie swoją malutką rączka. Widzę, ze nie tylko ja sobie płacze po kątach…Ze też nigdy nie spostrzegłam, ze ta kobieta naprawdę coś ukrywa. Cały swój smutek trzymała w środku. Pomimo, ze jesteśmy dwiema różnymi osobami tak wiele nas łączy. Strata najważniejszej dla nas osoby. Tylko, ze jej pozostało coś po mężu, a mi po Louisie, tylko wspomnienia i prezent, który podarował mi przed wyjazdem.
- Przepraszam, pomóc w czymś? – usłyszałam miły, damski głos. Popatrzyłam się na kobietę do której należał głos i powiedziałam:
- Nie w tym świecie. – wyszłam ze sklepu, czując na sobie wzrok kobiety. Było mi wszystko jedno co sobie o mnie pomyśli. Co dziwne, nie przejmowałam się tym. W głowie miałam tylko smutny wzrok pani Colmes. Powinna dostać nagrodę Nobla. Świetnie udawała codzienność. Jej serce pękało z utęsknienia, ale ona twardo udawała. Pewnie dla swoich dzieci, bo tylko one zostały jej po mężu…Zwróciłam się do parku, aby spokojnie posiedzieć sobie na ławce i poobserwować innych ludzi. Ich życie, ich szczęście. Nagle poczułam wibracje telefonu w kieszeni spodni. Otworzyłam klapkę telefonu i odczytałam sms’a od Gabrielli : ‘’ Mark wyszedł. Gdzie jesteś? G. „ Nie odpisałam jej, tylko zamknęłam klapkę i schowałam telefon do torebki. Nie miałam ochoty teraz rozmawiać, a szczególnie tłumaczyć się z tego co robię, ani z kim i gdzie. Chciałam poczuć się wolna, poczuć, ze nareszcie żyję. Ale nie potrafiłam. Zaczęło się robić zimniej, a za chwilę zacznie padać deszcz. Postanowiłam wrócić do domu. Ruszyłam główną drogą, aby przejść jeszcze koło kawiarni i może zobaczyć Nialla. Może tym razem odezwę się do niego. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się, ale zobaczyłam jakąś kobietę, z ulotką w ręku. Tak się przestraszyłam, że kiedy kobieta się do mnie uśmiechnęła, zmierzyłam ją wzrokiem i poszłam dalej, nie biorąc ulotki. Nie wiem dlaczego nie potrafię być miła. Kiedyś nie potrafiłabym przejść koło jakiejkolwiek osoby, która potrzebuje pomocy, obojętnie. A teraz?  Czy tego chciałam, czy nie. Zmieniłam się.  Szłam i myślałam, kiedy nagle ktoś wpadł na mnie albo ja na niego. Upadłam na ziemię i wiedziałam już, ze przez najbliższy czas nie usiądę. Delikatnie rozmasowywałam sobie nadgarstek, który jak zauważyłam jest otarty.
- Przepraszam. Nic ci nie jest? – usłyszałam znajomy głos i spojrzałam w górę. Pierwsze co zobaczyłam to dłoń, którą chwyciłam i za jej pomocą wstałam z ziemi. Później spojrzałam w mocno niebieskie oczy i wpatrywałam się w nie dopóki nie usłyszałam odchrząknięcia. Zaczęłam się śmiać, a blondyn mi wtórował. Tylko niska brunetka, która stała obok niego miała nietęgą minę. Podejrzewam, ze jest to jego dziewczyna, której niezbyt podoba się, ze jej chłopak, no cóż… Nie wiem jak to nazwać, ale pewnie teraz morduje mnie teraz w głowie, za to, ze to nie ona jest ta dziewczyną, która śmieję się z Niallem. Brunetka szturchnęła mocno Nialla, a on odchrząknął i powiedział:
- Przepraszam jeszcze raz, a teraz musimy iść. Do zobaczenia! – mruknęłam tylko ciche ‘cześć’ i poszłam w swoją stronę, aby po chwili krzyknąć w ich stronę:
- Niall, poczekaj chwilę. – zdziwiony blondyn odwrócił się, a ja nieśmiało powiedziałam:
- Bo jest taka sprawa…

_______________________________
Właśnie zdałam sobie sprawę, ze naprawdę lubię pisać.
xoxo

środa, 22 lutego 2012

Dwa.

Wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy w stronę salonu fryzjerskiego, bo Gabi przypomniało się, że jest umówiona na wizytę. Kiedy moja przyjaciółka była w salonie, ja poszłam do kiosku po kilka gazet. W końcu trzeba jakoś zacząć szukać pracy, prawda? Moją uwagę przykuł jeden artykuł w jakiejś lokalnej gazecie. Zaczęłam czytać, ale po chwili usłyszałam jakiś damski głos nad sobą:
- Kupujesz czy wychodzisz? – spojrzałam się w górę i zobaczyłam jakąś bardzo niemiła kobietę.
- Kupuję. – powiedziałam i podeszłam do kasy, aby zapłacić, ale kobieta zjawiła się dopiero po dwóch minutach. Co za babsko! Zapłaciłam i wyszłam, żeby w spokoju przeczytać artykuł. Wsiadłam do auta i wygodnie rozłożyłam się na tylnym siedzeniu. Otworzyłam gazetę na danej stronie i zaczęłam czytać.
‘’ Znany w całej Ameryce zespół  Three Hill  rozpocznie swoją trasę w Los Angeles. Koncert odbędzie się w barze 'Clover'. Na pewno go znajdziecie! Jedyny w LA ! Serdecznie zapraszamy! Oto opinie ludzi, którzy widzieli ich na żywo…’ Skończyłam na tym czytać i uważniej przyjrzałam się zdjęciom. Na jednym zobaczyłam gitarzystę, który chyba właśnie odgrywał solówkę. Przyjrzałam się twarzy i z uśmiechem na ustach zobaczyłam, ze gitarzystą tego zespołu jest nikt inny jak Niall Horan. Mój przyjaciel robi karierę! Człowiek, który od zawsze chciał zostać solistą, ponownie wylądował w zespole. Postanowiłam, ze na pewno pojawię się w tym barze. Tylko gdzie on był ?! Włączyłam GPS w komórce i przeraziłam się. Bar ‘Clover’ znajdował się na drugim końcu miasta. To kawał drogi… Ale chyba warto, żeby zobaczyć się z przyjacielem, którego się tyle nie widziało. Nagle ktoś zapukał w szybę, podskoczyłam tak wysoko, ze uderzyłam głową o dach samochodu. Złapałam się za czubek głowy i mruknęłam pod nosem:
- Czemu ten cholerny samochód ma tak nisko dach? – obejrzałam się w stronę auta i zobaczyłam szeroko uśmiechniętą Gabriellę. Otworzyłam drzwi i przesiadłam się na fotel kierowcy. Kiedy byłyśmy w połowie drogi do mieszkania Gab odezwała się:
- Co czytałas ? – Łał, dziewczyna ma zapłon… Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nienawidziła tego, ale ja lubię to robić.
- Wiesz, ze Niall gra w zespole? Jest gitarzystą. – Gabriella otworzyła szeroko oczy i ze zdziwieniem krzyknęła:
- Niemożliwe! Przecież on zawsze chciał być solistą!
- No widzisz, a jednak nasz przystojny blondyn znów wylądował w zespole. I najwyraźniej zobaczymy go za niedługo. – Uśmiechnęłam się pod nosem i skoncentrowałam się na drodze.
- Nie gadaj !? jakim cudem? – Gabriella wzięła gazetę z półeczki i zaczęła czytać artykuł. Po przeczytaniu szeroko się uśmiechnęła i powiedziała:
- Wiem gdzie to jest. Byłam tam na urodzinach koleżanki dwa miesiące temu. Dobry lokal.  – uśmiechnęłam się i nim się obejrzałam byłam już pod naszym mieszkaniem. Zabrałam wszystkie gazet, które kupiłam i poszłyśmy do domu. Drzwi były otwarte, więc Cristian najwyraźniej był już w domu. Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam Crisa gotującego obiad, a przy stole siedział sobie ten facet z cmentarza. Kogo jak kogo, ale jego się to nie spodziewałam.
- Witaj ponownie. – Mark uśmiechnął się do mnie. Cristian popatrzył się na mnie dziwnie, a ja rzuciłam gazetami o stół i poszłam do swojego pokoju. Nie pomyślałam, bo teraz nie mam co robić. Jestem głupia, mogłam wziąć te gazety, a teraz tak dziwnie się po nie cofnąć. Wzięłam ołówek z biurka i wyrwałam kilka kartek z bloku. Zaczęłam sobie pisać jakieś bzdety, próbowałam rysować. Taa, nie bardzo mi to wychodziło, dlatego schowałam cały sprzęt do szafki. Postanowiłam wyjść do jakiegoś baru, ewentualnie do kawiarni. Byle tylko nie siedzieć z tym frajerem –Markiem, pod jednym dachem. Przebrałam się w w jakieś spodnie, koszulkę i moją ulubioną marynarkę. Kiedy byłam już w miarę ogarnięta, weszłam do kuchni po moje gazety i powiedziałam, ze wychodzę. Wybrałam buty na koturnie i wyszłam. Postanowiłam iść na piechotę do pobliskiej kawiarni. Uwielbiałam ich kawę i szarlotkę na ciepło z lodami waniliowymi. Weszłam do środka, bo na zewnątrz robiło się coraz zimniej. Namierzyłam pusty dwuosobowy stoli i usiadłam na krześle, z którego miałam widok na całą salę. Uwielbiałam obserwować ludzi iż zgadywać czym się zajmują itd. Zawsze robiłam to z Louisem, gdy szliśmy do jakiegoś baru. Wymyślaliśmy wtedy  najgłupsze zawody i śmialiśmy się z nich. Wtedy nie zwracałam uwagi na to, co powiedzą inni, a teraz biorę wszystko do serca. Każde słowo, które wypowie nawet nieznany mi człowiek. Od kiedy Louisa ze mną nie ma zmieniłam się. Nie tylko wewnętrznie, ale także zewnętrznie. Bardzo wydoroślałam, zaczęłam bardziej dbać o to co na siebie zakładam i jak wyglądam. Zmieniłam fryzurę – obcinam na bieżąco włosy, farbuje je na brązowo i rozjaśniam końcówki. Jedyne co się we mnie nie zmieniło to wstręt do jakichkolwiek kosmetyków. Nadal maluję się bardzo delikatnie, ledwo zauważalnie. Z rozmyślań wybił mnie męski głos:
- Dzień Dobry. Wybrała już coś pani? – spojrzałam w górę i zobaczyłam jakiegoś pryszczatego chłopaka, który miał może 19 lat. Patrzyłam się na niego, gdy na jego policzkach wykwitły rumieńce. Mruknęłam ciche przepraszam i i powiedziałam szybko:
- Poproszę kawę i szarlotkę na ciepło z lodami waniliowymi. – postanowiłam, że zostawię mu o wiele wyższy napiwek, niż miałam zamiar zostawić na początku. Kiedy oczekiwałam swojego zamówienia, zdążyłam przejrzeć jedną gazetę z ogłoszeniami. Jednak nie znalazłam nic co wystarczająco by mnie satysfakcjonowało. Jakoś nie ciągnie mnie do zawodu kominiarza albo gosposi. Chciałam się zabrać za następne ogłoszenia, kiedy stanął nade mną ten młody kelner i położył mi zamówienia na stoliku. Uśmiechnęłam się miło, ale on popatrzył się na mnie krzywo i odszedł. Dziwne…Ułożyłam wszystko na stoliku tak, żeby móc swobodnie rozłożyć gazetę. Przejrzałam szybko wiadomości i przeszłam do ogłoszeń, w których znalazło się prawie to samo co w tamtej gazecie. Czy dla ludzi ze studiami o kierunku marketing i zarządzanie nie ma pracy ?! Czemu nikt nie wybił mi tego pomysłu z głowy ?! Mogłabym zostać niańką! Tak, uwielbiam dzieci i to jest zawód dla mnie, ale oczywiście inteligentna Katie nie pomyślała o takim rozwiązaniu, a teraz jest już za późno. Zamknęłam gazetę i popijając kawę, rozglądałam się po kawiarni. Moją uwagę przykuł pewien blondyn w czerwonej bluzce, z krótkim rękawem. Włosy miał ułożone dokładnie jak Niall. Boże! Teraz wszystko będzie mi się z  nim kojarzyło. Przecież to nie może być on...


__________________________
Ta daaa ! (: piszcie jak wam się podoba (:

wtorek, 21 lutego 2012

Jeden.


- Co o tym myślisz ? – spytała się mnie po raz któryś Gab, oglądając wieńce. Czy to było ważne jaki wieniec położymy pod krzyżem? Czy w ogóle musiałyśmy go tam kłaść?
- Nie ważne. – odpowiedziałam po raz któryś na to samo pytanie. Co za różnica do jasnej cholery ?! Popatrzyłam się na Gabriellę, która dalej zastanawiała się nad wieńcami i ruszyłam w stronę wejścia na cmentarz. Przeszłam kilka alejek i w końcu odnalazłam krzyż. Rozglądałam się wokół za Gabriellą i myślałam nad sensem mojego życia. Mam 25 lat, nie mam męża ani nawet chłopaka, moje przyjaciółki mają dzieci, a ja co? Nie umiem sobie poradzić  w życiu. Nie umiem nawet znaleźć jakiejś pieprzonej pracy ! Jestem samotną dziewczyną bez pracy i bez chęci do życia. Straciłam je już bardzo dawno i wciąż nie umiem ich znaleźć. Wciąż pamiętam… Wspominam te wszystkie chwile, które razem przeżyliśmy i to zabija mnie od środka. Usiadłam na ławce obok krzyża i przyglądałam się zniczom. Raz po raz je liczyłam, a czasami patrzyłam jak płonie ogień w jednym z nich. Czemu ludzie muszą umierać? Czemu spotyka nas taki los, a nie inny ? Czy to ma jakiś cel ? Można by zadawać miliony takich pytań, ale po co, skoro i tak nie otrzymamy odpowiedzi. Nagle dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna. Wysoki brunet o zielonych oczach. Rozejrzałam się dookoła, zauważyłam, że jest jeszcze mnóstwo wolnych ławek. Pewnie dlatego, ze jest środek tygodnia. Nie patrzyłam się na mężczyznę tylko uparcie obserwowałam czubek swoich butów. A tak właściwie, to gdzie jest Gabriella ? Ile można kupować wieniec ?
- Co taka ładna dziewczyna jak ty robi sama na cmentarzu? – usłyszałam nagle głos obok mnie. Facet wpatrywał się we mnie i chyba oczekiwał odpowiedzi, ale co miałam mu powiedzieć? ‘Mój chłopak został zadźgany, a dzisiaj mija siódma rocznica’ ? Nie to głupie. Z resztą, co go to obchodzi? Jestem to jestem, mam powód, który nie powinien go interesować.
- Co cię to interesuje ? Skoro tu siedzę, to chyba mam powód, tak? – Facet nie wiedział co powiedzieć. Pewnie wziął mnie za jakąś wariatkę, która bez celu siedzi na cmentarzach.
- Jestem Mark, a ty? – po krótkiej chwili usłyszałam ponownie głos mężczyzny. Koleś ma tupet ! Nie dość, ze przerywa mi moje dumania na temat życia i śmierci, to teraz zachciewa mu się flirtować. No ludzie! Jesteśmy na cmentarzu, w siódmą rocznicę śmierci mojego chłopaka !
- Świetnie! Mógłbyś sobie darować jakieś tanie podrywy. I to jeszcze na cmentarzu. Nie uważasz, ze jest to nieodpowiednie miejsce ? – Mark uśmiechnął się pod nosem i mruknął:
- Zadziorna. Lubię takie. – Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Czy on właśnie to powiedział?
- Palant – powiedziałam i zwróciłam się w jakąś alejkę ze starymi grobami. Po kilku chwilach poczułam czyjeś ręce na swoim ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie, ale jedyne co zobaczyłam to uśmiechnięta twarz Gab.
- Kim był ten przystojniak, który siedział z tobą na ławce? – zapytała się nie przestając uśmiechać. Ta dziewczyna zawsze miała dobry humor. Niezależnie od pogody, od stanu ducha.
- Jakiś dupek bez manier. – powiedziałam beznamiętnym głosem i stanęłam przed jednym z grobów, który przykuł moją uwagę. Na zdjęciu znajdowała się ładna dziewczyna o blond włosach i jasnych oczach, a napis dawał wiele do myślenia:
‘’Niespełnione marzenia, spełniona kobieta. Wiele pocałunków, jeden mężczyzna. Wiele przyjaciół, kilku prawdziwych.’’  Stałam przy tym grobie kilka minut i myślałam nad słowami na nim wyrytymi. Nagle głośniejszym głosem odezwała się Gabriella, mówiąc:
- Ładna, prawda? Ciekawe co się stało. – przybliżyłam się do grobu i odgarnęłam krzaki, które zasłaniały dół nagrobku. To co zobaczyłam ruszyło całym moim sercem.
‘’ Zadźgana nożem przez swojego męża. Zginęła w wieku 23 lat.’’ Czemu istnieją tacy podli ludzie ?!Zginęła w tak młodym wieku. Mogła jeszcze tyle osiągnąć, tyle przeżyć, ale ten dupek wszystko zniszczył. Niech gnije w piekle.
- Mówię do ciebie, Kat. – wybudziłam się jakby z transu i zaszklonymi oczami spojrzałam na Gab, która uważnie mi się przyglądała.
- Gabi ja nie chcę bez niego żyć, to jest zbyt trudne. A najgorsze jest to, ze zapominam. Zapominam jak wyglądały jego dołeczki, gdy się śmiał, o jego rękach, które jak ciekawskie macki krążyły po moich plecach, gdy mnie przytulał. Zapominam wszystkie słowa, które do mnie wypowiadał, gdy mówił, z jestem najważniejsza na świecie i zapominam jego słodką fryzurę, której włosy były rozwalone na wszystkie strony. Gabi tak bardzo żałuję wszystkiego co zrobiłam i co powiedziałam. Gdyby nie ja może ułożyłby sobie życie z inna kobietą. Gdyby nie ja on, może, byłby  tu z nami . Nie pozwoliłby mi płakać, otarłby wierzchem dłoni wszystkie łzy z mojego policzka i powiedział, że nic nie będzie dobrze, ale  że jest przy mnie. I tyle by mi wystarczyło… że przy mnie jest. Że patrzy mi głęboko w oczy i mówi jak bardzo żałuje. Jestem emocjonalną kaleką, która nie radzi sobie z uczuciami. Gab, pomóż mi. – spojrzałam w oczy Gabrielli, ale ona nie wiedziała co powiedzieć. Stała i patrzyła się na mnie ze łzami w oczach. Dlaczego akurat teraz to wszystko się dzieje? Wstałam i podeszłam do mojej przyjaciółki, która od razu mocno mnie uścisnęła i powiedziała kilka ważnych słów, które zapamiętam do końca życia.
- On nie wróci, Kat. Niezależnie od tego jak bardzo byśmy tego chciały, jego nadal tu nie będzie. Uwierz mi, ze on teraz patrzy na ciebie z góry i płacze, bo ty to robisz. Nie chciałby, żebyś się z jego powodu smuciła.
- Ale minęło dopiero siedem lat, Gab. To jest za krótko, żeby zdołać się pozbierać i powrócić do dawnego życia.
- Katie! Minęło AŻ 7 lat. Czas się pozbierać. Pozbierać do kupy swoje życie, samą siebie. Monotonia twoich ostatnich dni dobiłaby nawet największego optymistę świata. Wyobraź sobie dziewczynę, która codziennie rano siada przed telewizorem w piżamie w misie. Codziennie włącza ten sam program i ogląda powtórki jakiś starych brazylijskich seriali. Łapiesz ? – pokiwałam głową, a ona ciągnęła dalej. – No więc ta dziewczyna w końcu pewnego dnia znowu nie spróbowała  wziąć się w garść i zgadnij co się stało. – nic nie powiedziałam tylko dalej patrzyłam się jej w oczy.
- Ona umarła. Katie, ona umarła, a wiesz dlaczego? Bo smutek ciążył jej serce. Nie potrafiła się pozbierać po stracie i jej serce pękło na pół. Więc to jest powód, żeby zacząć żyć. Nie chcesz chyba, żeby Louis widział cię z góry jedzącą lody i płaczącą, przymierzając kolejne pary spodni, w które się nie mieścisz? Nie chcesz, prawda?
- Nie. Dziękuję, Gab.

_________________________________
No i jest rozdział 1 <3 !

poniedziałek, 20 lutego 2012

PROLOG.


Mija siódmy rok od śmierci Louisa. Na jego grób przybywają rzesze wiernych fanek, które nie zapomniały jeszcze o sławnym dawniej zespole – One Direction. W nocy, w dniu śmierci Lou, przychodzą pomodlić się nad jego grób przyjaciele – Harry Styles, Liam Payne, Zayn Malik. Niall od dawna nie utrzymuje kontaktu z chłopakami. Kiedy rozmawiałam z nim ostatnio (jakieś 4 lata temu) zastanawiał się czy nie dojść do jakiegoś zespołu. Poprosił abym nic nie mówiła na razie chłopakom, bo czuł się jak zdrajca. W końcu i tak kiedyś się dowiedzą. Blondyn wyjechał do Ameryki, jakieś 3 lata po mnie i spełnia się jako gitarzysta. Nikt nie wie dlaczego Niall nie utrzymuje kontaktu z resztą. Ostatni raz w czwórkę widzieli się w pierwszą rocznicę śmierci Louisa. Ja ostatni raz widziałam  chłopaków w trzecią rocznicę, wtedy gdy Cristian oświadczył się Gabrielli. Czasami zastanawiałam się co u Nialla. Do mnie tez się nie odzywał, myślałam nad tym i sądzę, że on nie umie przeboleć śmierci swojego najbliższego przyjaciela. To stało się tak nagle. Nikt się tego niespodziewał, ale stało się. Wierzę, że on czuwa nade mną, jak i nad czwórką swoich przyjaciół. Czasami mam takie dni, ze czuję się jakby wszystko było jak dawniej i zaraz Louis wróci z próby, i na przywitanie pocałuje mnie w czoło. Zawsze to robił. Po tylu godzinach, dniach czy nawet miesiącach płaczu mam ochotę usiąść koło ciebie i patrzeć głęboko w oczy, ale nigdy więcej nie będę mogła.  Siedzę jak w transie ze świadomością, że nigdy więcej nie poczuję twojego dotyku.  Jaka będę jutro? Czy zdołam przeboleć fakt, że to wszystko moja wina? Czy będę silniejsza albo nareszcie poznam co to znaczy być szczęśliwym ?
- Cześć Katie, co robisz ? – przerwała moje rozmyślania Gab. Chyba przyszła z pracy, bo jeszcze ma resztki kosmetyków na rękach. Czy ta dziewczyna nie umie porządnie umyć rąk ?
- Myślę. Wiesz, że dzisiaj mija siedem lat ?
- Tak, wiem. Pomyślałam, ze możemy jechać na cmentarz razem. Jeśli chcesz oczywiście. – Gab dobrze wie, że wolę jeździć na cmentarze sama, ale dzisiaj jest szczególny dzień i mogę zrobić to dla niej. Może zdoła opowiedzieć mi coś jeszcze na temat Louisa? Chociaż i tak wiem już wszystko…


________________________________
Dzień Dobry ! Witam was na moim drugim blogu (:
Jeśli macie jakieś pytania, śmiało zadawajcie, a ja w miarę swoich możliwości spróbuję na nie odpowiedzieć pod pierwszym rozdziałem, który pojawi się niebawem (:

niedziela, 19 lutego 2012

Bohaterowie

 
Katherina 'Katie' Graham
(25l.)
 Gabriella Tiger
(24l.)

 
Cristian 'Cris' Coolen
(25l.)


 
Niall Horan
(25l.)
 Członek zespołu Three Hill


Mark Russel
(27l.)
 Członek zespołu Three Hill