środa, 25 kwietnia 2012

Dwadzieścia jeden.


     To prawda, mama powiedziała mi, ze mój brat bliźniak miał wrodzoną wadę serca i zmarł  w wieku 4 miesięcy. Nie pamiętam go, ale wiele razy oglądałem zdjęcia z tamtego okresu. Mały Brad podłączony do jakichś sprzętów. Niemowlak podłączony do aparatur, których nazw nigdy nie zdołam zapamiętać – przerażający widok.
      Mama wiele razy opowiadała mi, że jak na bardzo małe dziecko Brad często nie płakał i    był nad wyraz spokojnym dzieckiem. Teraz sobie uświadomiłem, ze nigdy nie chodziliśmy z rodzicami na cmentarz. Nawet w Dzień Zmarłych siedzieliśmy w domu i modliliśmy się. Wziąłem to zdjęcie od Gabrielli i schowałem do kieszeni. Postanowiłem natychmiast poważnie porozmawiać z rodzicami. Mieli mi bardzo dużo rzeczy do wytłumaczenia.                      
      Gabriella wsiadła do auta i w milczeniu podjechaliśmy pod mieszkanie dziewczyn. Katie poprosiła mnie, żebym został z nimi przez kilka dni. Zgodziłem się, ale najpierw musiałem pojechać do domu, po kilka rzeczy. Katie dała mi kluczyki, mówiąc, żebym pojechał sam, a ona pomoże Gab rozpakować się i zrobi coś na obiad. Włączyłem silnik z powrotem i pojechałem w stronę swojego mieszkania.
 
Wszedłem do mieszkania, w którym pachniało nadzwyczajną świeżością i … pomarańczami?  Skąd pomarańcze w moim domu? Podszedłem do szafy i zauważyłem, że moje ciuchu zostały ułożone w kosteczkę i dokładnie wyprasowane. Zaśmiałem się i wyciągnąłem kilka koszulek i dwie pary spodni. Spakowałem je do małej torby podróżnej razem z innym nadrzędnymi rzeczami potrzebnymi do normalnego funkcjonowania np. kilka paczek żelek i ser w sprayu. Kiedy podsumowałem wszystko co jest w torbie i uznałem, ze jest tego wystarczająco dużo, poszedłem do kuchni, w której Harry próbował upiec ciasto.
- Naprawdę ? – powiedziałem niechętnie, kiedy Harry nakazał mi usiąść przy stole i skosztować jego ciasta. Harry z szerokim uśmiechem na ustach pokiwał głową i podał mi widelczyk. Zignorowałem próbę nauczeni mnie kultury przy jedzeniu i chwyciłem ciasto do ręki, wpychając połowę kawałka na raz do buzi. Szybko to przeżułem i popiłem napojem, który zaraz pojawił się na stole.
- Ohydne. – skwitowałem to jednym słowem i klepnąłem Harry’ego w ramię. – To nie jest twoja specjalność, stary. Nie próbuj tego więcej. – Harry zrobił obrażoną minę i wyrzucił ciasto do śmieci. Skierowałem się do lodówki i poczułem, jak Harry wyciąga z kieszeni moich spodni zdjęcie. Spojrzał na mnie, a potem na zdjęcie i zrobił zdezorientowaną minę.
- Tak samo się czuję i wiem tyle samo co ty. O nic nie pytaj. – Harry pokiwał głową i przesunął zdjęcie w moją stronę. Wziąłem je ze stołu i wrzuciłem do torby, która stała pod stołem. Położyłem na blacie miskę i mleko, wyciągnąłem miodowe płatki, i zrobiłem sobie drugie śniadanie.
- Jak tam ta twoja dziewczyna? – kompletnie zapomniałem, ze powiedziałem Harry’emu, że poznałem jakąś dziewczynę, a nie, że miałem wypadek. Nawet nie zapytał dlaczego kuleję, ale w sumie dobrze, bo nie miałem ochoty mu wszystkiego opowiadać.
- Przecież znasz Katie.  – powiedziałem i zaśmiałem się cicho, kompletnie ignorując zasady Męskiego Kodeksu. Harry chciał coś powiedzieć na ten temat, ale przerwałem mu gestem ręki, mówiąc „Wiem”. Uśmiechnął się i powiedział:
- No, no, no. Widzę, że Wszystkożerca ponownie zaczyna żyć. A tak właściwie to kim jest ta niska brunetka, co tu rzekomo mieszka? – wyplułem płatki z powrotem do miski i z nadzieją spytałem się Harry’ego:
- Powiedz mi, że nie byłeś nagi, jak ona tu weszła.
- Mam skłamać? – zbyłem go gestem dłoni .
- To jest Olivia. – powiedziałem, odsuwając od siebie miskę z resztką śniadania. W sumie to trochę dziwne, że na śniadanie i drugie śniadanie jem to samo, ale w sumie, co mi szkodzi?
- Niezła laska. – powiedział Harry, a ja popatrzyłem się na niego, jakby właśnie wyszedł z psychiatryka i gadał coś o latających krowach, które poruszały się na motocyklach z napędem na 150 wróżek. Katie chyba coś dosypała mi do śniadania rano, bo w mojej głowie pojawiając się tępe pomysły.
- Ej! A może ten Leo jest moim klonem ?! – krzyknąłem nagle, doprowadzając Harry’ego do palpitacji serca.
- Ja nie wiem, co ty bierzesz, ale zmień towar, stary albo będziesz mi robił resuscytację jak zemdleję następnym razem. – popatrzyłem się na niego i udałem, że wymiotuję.
- Nigdy. Nigdy na mnie nie licz w takiej sytuacji.
- Dzięki, Horan. Jesteś naprawdę dobrym kumplem. Znaleźć takiego drugiego to skarb. – powiedział sarkastycznie Harry. Wstałem od stołu i klepnąłem Harry’ego w ramię, mówiąc:
- Cała przyjemność po mojej stronie, Styles. A tak w ogóle to na kilka dni masz wolną chatę, jeśli Liv nie będzie ci przerywała. – chyba zrozumiał aluzję co do tego, ze na ten moment zamieszkam u Katie, bo nie poruszył tego tematu, tylko powiedział, coś o tym, że Olivia może mu przerywać, kiedy tylko zechce.
- A co z tą całą Danielle ? – spytałem, znacząco poruszając brwiami.
- Nie odzywała się.
- Aha.
- Przy mnie nie mówi się ‘aha’. Nie lubię, jak ktoś mówi ‘aha’. To takie prostackie. – powiedział Harry  i uderzył mnie w potylicę. Odwróciłem się i pożegnałem, po czym wyszedłem z mieszkania. Podszedłem do auta i zobaczyłem za wycieraczką, kartkę z napisem : „ Zostaw ją w spokoju albo policzysz się ze mną.” . Rozejrzałem się wokół, ale niczego podejrzanego nie zobaczyłem. Wszedłem do auta i odpaliłem silnik. Chciałem ruszyć do przodu, ale coś się stało z kołem i nie mogłem się ruszyć. Zgasiłem auto i wyszedłem zobaczyć o co chodzi. W jednej z przednich opon powietrze było spuszczone. Uderzyłem dłonią o maskę samochodu i wgłębi modliłem się, żeby Katie nie była tak jak inne kobiety i nie wyciągnęła zapasowego koła, żeby zrobić więcej miejsca w bagażniku. Otworzyłem bagażnik i odetchnąłem z ulgą – znajdowały się w nim aż dwa koła. Zdziwiłem się i wyciągnąłem jedno. Zacząłem zmieniać koło i po około 30 minutach ruszyłem w drogę.

***
     Weszłam do kuchni, żeby wyłączyć radio, które cholernie działało mi na nerwy. Kiedy trzymałam palec na przycisku OFF, poleciała nasza piosenka. Wtedy Cristian po raz pierwszy poprosił mnie do tańca i wtedy też spojrzałam na niego inaczej niż na ‘przyjaciela’. Przez moją głową przelatuje tysiące myśli, poczynając od ‘Tęsknie za nim’ do ‘Nienawidzę Go’.
      Uchyliłam delikatnie drzwi od sypialni Katie, w której siedziała od ponad godziny. Po cichu weszłam do środka i zobaczyłam, ze Katie śpi. Na biurku leżał jej pamiętnik. Nie chciałam tego robić, ale zerknęłam do niego i to, co przeczytałam wprawiło mnie w szok.
„Boję się, że Gab o wszystkim się dowie. Nie może, po prostu nie może. ‘’ Popatrzyłam się na śpiącą Kat i zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Wzięłam jej torebkę z krzesła i zaczęłam szukać listu. Przetrząsnęłam całą torebkę, a kiedy nie udało mi się znaleźć koperty rzuciłam nią o podłogę. Katie przewróciła się na drugą stronę, ale na całe szczęście się nie obudziła. Podniosłam torebkę i położyłam ją na parapecie, po czym zabrałam się za ponowne przerabianie pamiętnika Katie. Może i to było podłe z mojej strony, ale to będzie jedyny sposób, żeby się dowiedzieć, co się dzieje.  Przewertowałam kilka stron i rzuciło mi się w oczy imię Cristiana.
‘’Przyszedł dzisiaj do nas rzekomo po jakieś swoje rzeczy. Nieszczęśliwy wypadek sprawił, że prawie wylądowałabym z nim w łóżku. Na całe szczęście się opamiętałam. Nie chce, żeby on do nas jeszcze przychodził. Chcę szczęścia Gabrielli, nie swojego. Jeśli ona będzie szczęśliwa, to ja też. Mam tylko nadzieję, że Gab o niczym się nie dowie, bo nie wybaczyłaby tego ani mi, ani Cristianowi. A ja chcę ich szczęścia. Chcę założyć sukienkę druhny i wzruszyć się przy akompaniamencie weselnej muzyki. Chcę po prostu, żeby było tak jak zawsze…”
Fakt, wzruszyłam się, ale to nie zmienia tego, że Kat prawie przespała się z moim chłopakiem. Chciałam ją obudzić i wykrzyczeć prosto w twarz, ze jest fałszywa, ale postanowiłam, ze poczekam, aż Katie powie mi wszystko sama. Kiedyś to chyba musi nastąpić, prawda?

***
Wszedłem do mieszkania i krzyknąłem:
- Jestem! – nagle przede mną pojawiła się Gabriella i zaprowadziła do kuchni, mówiąc, ze musi ze mną porozmawiać. Usiadłem (a raczej zostałem do tego zmuszony) na krześle i jedząc żelki, wsłuchiwałem się w to, co mówiła Gab.
- Trzeba powyrzucać stare rzeczy Louisa.
- Kat już to zrobiła. – powiedziałem z pełną buzią i uśmiechnąłem  się do Gab.
- Nigdy więcej tego nie rób! – krzyknęła Gab, zasłaniając oczy. Połknąłem żelki i powiedziałem Gab, ze może odsłonić oczy.
- Zabierasz gdzieś dzisiaj Katie. – pół stwierdziła, pół zapytała Gab. Szkoda, ze ja miałem zamiar zostać dzisiaj w domu. Nagle do kuchni weszła zaspana Katie, przecierając oczy. Spojrzała się na nas i podeszła do mnie, dając mi buziaka w nos.
- Co jest do jedzenia ? – spytała się, a ja wyskoczyłem z krzesła i krzyknąłem:
- No idealna dziewczyna! – Gab zaczęła się śmiać, a Katie nadal nie wiedziała o co chodzi. Podszedłem do niej i delikatnie musnąłem jej usta, po czym powiedziałem, ze zaraz zrobię obiad. Katie przebudziła się i równocześnie z Gab przysłoniła swoim ciałem lodówkę, krzycząc:
- Nieeee! – zacząłem się śmiać i mruknąłem:
- A więc to do was należy zrobienie obiadu, choć jest już 15 i już dawno powinien być.
Katie otworzyła lodówkę i zaczęła coś z niej wyciągać, a Gab stała z boku i ze złością obserwowała każdy ruch Katie, ale kiedy ta odwracała się w naszą stronę Gab serdecznie się uśmiechała. Nie wiedziałem co się dzieje, ale na razie nie chciałem w to wnikać.
- Ładnie wyglądasz, Gab. – powiedziałem, uśmiechając się do niej  serdecznie. Miała na sobie koszulkę z sercem na środku i krótkie spodenki z ćwiekami na jednej nogawce.
- Dziękuję. Ty także niczego sobie, lizusie. – uśmiechnąłem się do niej i dałem jej kuksańca w bok, kiedy stanąłem obok niej. Katie odchrząknęła delikatnie, a ja powiedziałem:
- Także ładnie wyglądasz, kochanie, ale pójdę ci przyszykować inne rzeczy niż pidżama w kucyki Pony. – Katie zarumieniła się i powiedziała, że jest to jej ulubiona pidżama.  Wszedłem do jej sypialni i otworzyłem szafę, z której wyleciało kilka rzeczy. Wyciągnąłem dżinsową koszulę, jakieś legginsy i trampki. Zawołałem Katie i kazałem jej się w to ubrać. Katie bez skrupułów ściągnęła z siebie pidżamę i została w bieliźnie, a kiedy próbowałem coś powiedzieć, ona rzuciła mi spojrzenie typu : ‘’Powiedz coś, a wylatujesz z pokoju.” Wolałem nie ryzykować, więc zamknąłem się i patrzyłem jak Katie w skupieniu zabiera się za delikatny makijaż. Kiedy skończyła stanęła przede mną i pocałowała mnie czule w usta.
- Kocham Cię. – wymsknęło mi się, a ona wtuliła się we mnie nic nie mówiąc. Postanowiłem zignorować fakt, że przed chwilą powiedziałem coś, co nie powinno teraz wyjść z moich ust.



___________________________
Jeszcze tylko jutro angielski i nareszcie spokój ! :3
Jak wam się podoba rozdział ?

5 komentarzy:

  1. Oj tak. Jeszcze tylko angielski :)
    Twój blog to miła odskocznia od tego co się dzieje w szkole. Rozdział ( jak zwykle ) cudny!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny i znowu tyle wątków do rozwiązania ;D Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER,ŚWIETNE,ZAJEBISTE. Czytam i czytam i skączyć nie mogę. Wciągnęłam się na maxa. Cały czas w głowie mam to opowiadanie xd PISZ DAELJ!
    zapraszam do komentowania u mnie 15 czesci
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Asia chce więcej ! ;DD Dodaj szybko nn ;)

    OdpowiedzUsuń

Statystyka.

Obserwatorzy