piątek, 11 maja 2012

Dwadzieścia sześć.


NASTĘPNY DZIEŃ
      Obudziłem się z głową na brzuchu Katie. Wstałem cicho od łóżka i wyplątałem dłoń z dłoni Katie, próbując jej nie budzić. Spojrzałem na ekran telefonu i zobaczyłem 4 nieodebrane połączenia od Paula, 2 połączenia od Angelo, 17 od Denisa.
        Wybrałem numer Denisa, podchodząc do okna. Zapowiadał się słoneczny dzień, ale niczego nie można było się spodziewać.
- Halo? – usłyszałem nieco zaspany głos Denisa.
- Tu Niall. Co się stało?
- Gdzieś ty był całą noc i cały dzień?! Martwiliśmy się. Jak Katie? – powiedział, a ja cicho się zaśmiałem, żeby go nie urazić. Denis zachowywał się jak nasza matka albo raczej jak ojciec. Z resztą, nie ważne. Zachowywał się, jak któryś z rodziców.Ciągle pytał się co robimy, gdzie i z kim, więc nie dziwi mnie, ze to od niego miałem najwięcej nieodebranych połączeń. Wysłałem mu wczoraj wiadomość, że Katie jest w szpitalu, nie zaznaczyłem tylko, ze ja tam jestem z nią, ale po tym jak jakaś aparatura zaczęła piszczeć, chyba zaczął kontaktować i nie pytał już o to, czy jestem z Katie, co z mojego punktu widzenia było logiczną postacią rzeczy.
- Ty się martwiłeś. Reszta miała to gdzieś. – powiedziałem wesołym głosem i spojrzałem na Katie. Na całe szczęście jeszcze spała. – A tak poza tym to jest Mark? – spytałem i od razu uzyskałem odpowiedź, która niezbyt mnie zadowoliła:
- Wyszedł zaraz po was. Dziwnie się zachowywał, ale nie wnikałem w to. Wyjechał niedawno z chłopakami do szpitala.  – mruknąłem na znak zrozumienia. Wyszedłem z sali Katie i spytałem się jakiejś pielęgniarki gdzie jest parking. Podziękowałem i szybko pobiegłem w tamtą stronę. Zapomniałem, ze wciąż mam Denisa na linii. Pożegnałem się cicho, mówiąc, że mam coś do załatwienia. To co usłyszałem zszokowało mnie trochę.
- Nie zrób mu krzywdy, Niall. – czyli wiedział. A raczej podejrzewał to, co ja. Wbiegłem na parking i od razu w oczy rzucił mi się srebrny Mercedes, z którego wysiadał Mark, Angelo i Paul. Chłopak chyba się spodziewał, ze w końcu połączę fakty, bo wziął ze sobą obstawę. Podszedłem spokojnie do nich i spytałem czy mogę porozmawiać z Markiem na osobności. Mark na początku nie chciał się zgodzić, ale po chwili, żeby nie sprawiać podejrzanego zgodził się na krótką rozmowę. Powiedziałem chłopakom, w której sali leży Katie i zwróciłem się do Marka:
- Czy ty jesteś nienormalny?! – mężczyzna popatrzył się na mnie zdezorientowany i głupio spytał się o co i chodzi.
- Ty już dobrze wiesz, o co mi chodzi.
- Niall czy możesz mówić dokładniej. Jeśli będziesz mnie oskarżał o coś, o czym nie mam pojęcia, to życzę ci powodzenia z prowadzeniem takiej rozmowy.
- Ktoś otruł Katie, a ja wiem, że to ty. – Mark popatrzył się na mnie zszokowany i zdołał tylko wydusić, że on w życiu nie zrobiłby mi takiego świństwa. Spojrzałem się na niego i poczułem, że tym razem on nie mieszał w to palców.Nie wiem dlaczego, ale coś w jego tonie głosu było takiego kojącego i byłem prawie pewny, że tym razem to nie jego wina.
- To kto mógł to zrobić? – myślałem na głos. – Przecież Katie mi mówiła, że to ty ją uderzyłeś… - Mark zrobił skruszoną minę i powiedział, że musi już iść. Chwyciłem go za ramię i powiedziałem:
- Powiedzmy, ze ci wierzę, że to nie ty, ale dlaczego wtedy ją uderzyłeś?
- Nieważne. Uderzyłem i koniec. – popatrzyłem się na niego. On coś ukrywał.
- Mark, powiedz mi, bo inaczej będę musiał iść na policję, a ty będziesz podejrzany.
- Olivia mnie zmusiła! – krzyknął i pobiegł w stronę szpitala. Nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. Po wszystkich bym się tego spodziewał, ale nie po Olivii. W sumie Mark mógł to uknuć, żeby odsunąć od siebie wszystkie podejrzenia. Wybrałem szybko numer Liv i po kilku sygnałach usłyszałem jej głos:
- Tak? Słucham?
- To ja cię słucham. Co ty wyprawiasz, Liv?!
- Spotkajmy się przy szpitalu za pół godziny. – powiedziała i się rozłączyła. Moje życie staje się jedną, wielką zagadką, a miłość do Katie labiryntem z którego nie ma wyjścia.



***
- Bob, musimy mu powiedzieć. W końcu i tak kiedyś się dowie.
- Veronica to nie czas. Na razie żyj teraźniejszością. Nie przejmuj się tym. – powiedział do zapłakanej Veroniki i mocno ją przytulił. Kobieta trzymała w rękach zdjęcia dwójki niemowlaków.
- Zobacz. Byli tacy ładni… Czemu ja to zrobiłam? –Bob mocniej przytulił do siebie swoją żonę i zanurzył nos w jej włosach. Trwali tak przez chwilę, kiedy Veronica podniosła telefon ze stolika i przyłożyła do ucha, uprzednio wybierając numer swojego syna.
- Halo? – usłyszała po drugiej stronie. Nie wiedziała co powiedzieć. Trwała w milczeniu przez chwilę i cicho mruknęła ‘’pomyłka’’. Bob spojrzał się na nią zdziwiony i wzruszył delikatnie ramionami, całując ją w czoło.
- To nie twoja wina, Ver. Nie mieliśmy innego wyjścia… Musieliśmy to zrobić. Dobrze wiesz, ze nie było nas na to stać.
-Wiem, Bob. Wiem, tylko jest mi cholernie źle z tym, ze mogliśmy później o niego walczyć, a jednak tego nie zrobiliśmy… A teraz jest już za późno, bo mój mały Leoś nie żyje! Rozumiesz? Nie ma go! – Bob wziął na ręce swoją małżonkę i zaniósł do wspólnej sypialni, żeby położyć ją do łóżka. Kobieta znowu miała atak paniki i to on był odpowiedzialny za to, żeby podać jej leki. Kiedy jego żona urodziła mu bliźniaki dowiedzieli się, ze jedno ma chore serce i potrzebne będą ciągłe operacje i rehabilitacje. Nie było ich na to stać. Oddali go do rodziny, w której nie brakowało pieniędzy i Leo miał mieć możliwość normalnego życia. Kiedy Leo miał dziewiętnaście lat dowiedzieli się, ze  się powiesił. Rok później znali już powód jego samobójstwa. Leo miał raka i zmarł nie poznawszy uprzednio swojej prawdziwej rodziny. Bob i Veronica nie mieli czasu, żeby skontaktować się z nim. Na początku tego nie chcieli, a kiedy już się zdecydowali, było za późno… Bardzo żałowali swojej decyzji, ale było za późno na wszelkiego rodzaju refleksje, więc próbowali się z tym po prostu pogodzić. Jemu to wychodziło, Veronica na początku popadła w depresje później zaczynały się ataki paniki i na samym końcu skończyło się na tym, ze regularnie musiała brać leki. Ich syn oczywiście o niczym nie wiedział. Bob nie chciał go martwić. 


_______________________________________
Jestem troszkę chora ;c, więc pewnie rozdziały będą dodawane częściej. Samą mnie zszokowało ile w ciągu dwóch dni może tu przybyć komentarzy (:
Rozdział Dwudziesty szósty, pewnie jest jedną wielką zagadką, która rozwiąże się w najbliższych rozdziałach. Na razie Gab i Cris nie będą się pojawiali, chyba, ze epizodycznie, bo chce się na razie skupić na głównych bohaterach i ich przygodzie. Hmm... Podejrzewam,że nie będzie łatwo rozwinąć akcję, bo tak naprawdę na razie nie mam weny i nie wiem, kiedy 'przypłynie'. mam jednakże nadzieję, ze w najbliższym czasie dodam 27. rozdział (:


Dziękuję wszystkim stałym czytelnikom za to, że pod każdą notką mam jakiś komentarz od nich (: Naprawdę sprawia mi to ogromną przyjemność. Czytanie waszych opinii to najmilszy moment, który motywuje mnie do dalszego pisania. Dziękuję *:

Btw. Detektyw Asia niech się szykuje, hahaha. 
  Wy także możecie zamienić się w prywatnego detektywa i próbować zgadywać co będzie się działo. Za niedługo rozwinę wątek Harry'ego i pamiętajcie, że już za dwa dni (w moim opowiadaniu oczywiście haha) koncert Three Hills, jeśli chcecie piszcie w komentarzach czyje covery mają zaśpiewać. Spróbuję ten rozdział z koncertem rozwinąć trochę dłużej niż normalnie, bo sama mam podjarkę. hahaha (:


xxx Liv Horan.

8 komentarzy:

  1. Mimo, że nie zostawiam komentarza pod każdą notką, czekam na kolejne wpisy z zapartym tchem. Praktycznie codziennie sprawdzam, czy nie dodałaś nowego wpisu. Kocham twój blog.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, jestem ciekawa jak zorwina sie watki, też wchodze co dziennie po kilka razy, zeby sprawdzić czy nie dodala następnego rozdziału.. ;D
    Czekam na kolejny ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. kurde czekam na kolejne rozdziały!
    boooskie <3
    zapraszam do mnie :)
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. i znów NIE MAM pojęcia, co będzie dalej .
    nie znoszę tego uczucia, bo przez to jeszcze bardziej pragnę następnego rozdziału .

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo fajnie prowadzisz tego bloga :) bede tu czesciej wpadać :* zapraszam http://kolorovy-honey.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Chociaż jeszcze nigdy nie komentowałam twojego opowiadania (przynajmniej sobie nie przypominam) to powiem Ci, że śledzę go od... Dość dawna. Pamiętam jak w przeciągu dwóch dni z zapartym tchem czytałam pierwszą część a kiedy dowiedziałam się o śmierci Lou płakałam jak bóbr. Chwila na ogarnięcie i biorę się za następną. Uwierz mi, jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem twojej pomysłowości i talentu. Tego jak opisujesz każdą historię i z jaką lekkością wczuwasz się w bohaterów. Chociaż nigdy nie pisałam to jestem tutaj od pierwszego rozdziału i na każdy czekam z zniecierpliwieniem tak jak w tym momencie. Nie mogę doczekać się kolejnego wpisu i kolejnej dawki emocji. Chcę żeby Niall dowiedział się prawdy o Leo i Gab z Crisem byli szczęśili. Tak samo Katie z Horanem. Tak liczę na ich szczęście, że nawet sobie nie wyobrażasz. Wiem, że skupiłaś się teraz w szczególności na Niallu i od czasu do czasu pan Styles jednak mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawi się reszta chłopców. Może Zayn i Liam też mogliby mieć tutaj swój krótki epizod. Tęsknie za nimi no!
    Czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://i-stay-true.blogspot.com. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli jednak miałam rację, że tym razem stuknięty, niedorozwinięty emocjonalnie Mark nie jest 'zamachowcem' Tak to by było zbyt przewidywalne. Zastanawia mnie tera czy Liv faktycznie maczała w tym palce czy kryje kogoś innego? Bo wciąż zostaje nierozwikłana sprawa samochodu, który ich śledzi i kierowcy, który chce się och pozbyć. Nie wiem czy ta panna jest na tyle inteligentna by brać się za to wszystko w samotności. Przez te rozdziały w których się pojawiała wydała się być wybitnie płytką. Zaczynam się nawet z lekka obawiać że to Styles ma z tym coś wspólnego. To jego nagłe pojawienie się w mieście, te komplemenciki słane pod adresem Liv, te maślane oczka. Muszę chyba jeszcze raz rozłożyć to na czynniki pierwsze i przeanalizować krok po kroku.
    Podejrzewałam, że właśnie Leo został oddany. Smutne jest to, że miał tak wybitnego pecha. Choroba serca, później nowotwór. Wszystkie plagi zostały na niego zesłane. Nie lubię tego :/ Współczuje rodzicom Nialla choć powinni wiedzieć co robią, tak? a tym samym powinni być przyzwyczajeni co myśli, że dziecko które kiedyś było ich synem tak naprawdę jest obcą osobą.

    OdpowiedzUsuń

Statystyka.

Obserwatorzy